PREHISTORIADawno temu
byli Celtowie
naród północy
na ziemi naszej
- czy na Wierzchowiu?
Mieli żony dzieci
i zamierzchłą mądrość
na życie.
Odeszli z inwentarzem
sposobów na trwanie
zaginęli w archeologii.
W nas pozostały
głęboko skryte
echa obcych mitów
i legend.
Trzeba doskonałego ucha
aby z szumu stuleci
wyłowić partytury
podobnie brzmiacych
nut prehistorii.
Oczami wyobraźni
odczytać
zmurszałe testamenty.
|
|
|
|
|
| |
|
|
|
|
| |
|
|
ZABAWAWicią nagiej
trzciny
pisywałem znaki
na sypkiej tafli
piasku nadrzecznego
treści tajemne
symbole natury
wzory chemiczne
wizje republikańskie
tory balistyczne.
Anarchistyczna rzeka
szydziła figlarnie
zmywała obce jej rebusy
chichotała w zakolach
mam swoje
a jestem żywiołem
i żyję
i płynę!
|
|
| |
|
|
|
|
DZIECIŃSTWONa
południu
nad Wierzchowiem
stoją wielkie lasy
sosny bez imienia
świerki bez nazwiska
niczyje jak puszcza.
Chodziłem do lasu
poszukiwać skarbu
niczyjego nijakiego.
Jak znalazłem
to zgubiłem
jak w dzieciństwie
bywa.
Sepleniłem słowa
proste
upadały w wodę
olchom pod
korzenie
w cienie wiklinowe.
Odbijane jak
promienie
powracały
pluskiem ryby
lotem modrej ważki
skarbem wielkim
złotoustym.
|
|
|
|
|
| |
|
|
|
|
| |
|
|
TĘSKNOTYNad Krasną
wzdłuż wąskiej rzeki
były obszerne łąki
serwitutowe -
rzeka zmalała
łąki zestepowiały.
Wy nie wiecie
jak tam pięknie
słychać dzwony -
nowe dzwony z kościoła
biją na chwałę
zmarłym -
spiżowy głos liże
fale zajęczej rzeki.
bijcie dzwony
swe podzwonne i nieużytkom
co z ziemi wyrastają
upokarzającym krajobrazem
pustką jałową
bez umysłu.
|
|
| |
|
|
|
|
ZWIERCIADŁOStanąłem
nad wodą
na zakolu rzeki
tafla duża
jak płachta na siano
powierzchnia równa
dno lustrem odbija
niebo chmury i olszynę.
Pochylam głowę -
trzeba się wychylić
zobaczyłem siebie
odwróconą postać
wizerunek samotności
jak echo bez głosu
tatuowane na piasku.
Zasłoniłem oczy dłonią
i przez materię tkanek
widzę:
mam nogi oracza
mam ręce siewcy
twarz jak bochenek
a duszy nie widać
tylko odblaski
wypełniają tę próżnię.
|
|
|
|
|
| |
|
|
|
|
| |
|
|
DOŻYWOCIENie
pomogły ołtarze
ciskano gromami
w sakrament natury
i chyba byłem przeklęty
nie stałem się
apostołem
pędzę zwykłe dożywocie
a opadłe stosy
obiegowych metafor
sypały groble gniewu
nienawiści i rozpaczy
niech jęczy w bólach
dobrodziejstwo nieba
może spaść sakra
z makowych główek
nie doczekam
nie będzie
liturgicznego aktu
z kamieniami.
|
|