"W jubileuszowej X edycji
konkursu >Plastyka zdobniczo-obrzędowa
powiatu opoczyńskiego< wzięło udział 53
twórców ludowych.
W tym roku przedmiotem konkursu były tradycyjne
pisanki, wykonane techniką batikową,
nawiązujące swym wzornictwem do regionu
opoczyńskiego oraz kwiaty: bibułkowe, bukiety,
rózgi w parach lub pojedyncze. Nowością
tegorocznej edycji były zabawki wykonane z
papieru, drewna, tektury, wełny, tkaniny itp. Do
konkursu złożono pisanki 22 twórców, kwiaty
bibułkowe 46 twórców oraz tradycyjne zabawki
18 twórców. [...]
Organizatorami X edycji byli: Starostwo
Powiatowe, Muzeum Regionalne, Spółdzielnia
Rękodzieła Ludowego i Artystycznego, Miejski
Dom Kultury Gminy i Miasta w Drzewicy oraz
Bielowickie Stowarzyszenie Twórców i
Przyjaciół Kultury Ludowej. [...]
Uroczyste podsumowanie konkursu i wręczenie
nagród odbyło się w środę, 12 kwietnia, w
Muzeum Regionalnym. [...]
Przez dziesięć lat konkurs cieszył się
wysoką frekwencją i z każdym rokiem się
rozrastał. W większości uczestnicy pochodzą z
gminy Opoczno, ale od kilku lat przybywa
twórców z gmin: Drzewica, Żarnów i
Sławno."
hyd "Rozstrzygnięcie
konkursu", "TOP
- Tygodnik Opoczyński" nr 11 z 14 marca 2008 r.
*
"Grunty drzewickie były ubogie i bardzo
rozdrobnione, zaś gospodarstwa małe. Rolników
w Drzewicy posiadających gospodarstwa rolne
większe jak 10 ha policzyć można było na
palcach jednej dłoni. [...] Głównie uprawiano
żyto i ziemniaki. [...] Rzadko na drzewickich
polach zobaczyć można było niewielkie zagony
przepięknie, błękitnie kwitnącej rośliny -
lnu. Siano go tylko na działkach położonych w
pobliżu stawu lub rzeki, bowiem len wymagał
stanowisk wilgotnych. [...]
Len wysiewano w kwietniu na wąskich, długich
zagonach o szerokości 1 m, aby było wygodnie
plewić chwasty. Plewienie odbywało się
przeważnie dwukrotnie w czasie wegetacji, kiedy
rośliny osiągały wysokość 4 - 7 cm. [...] W
końcu czerwca len pokrywał się drobnymi
kwiatkami o pięknej, błękitnej barwie,
zebranymi na szczycie rośliny w luźne baldachy.
Lipiec był miesiącem dojrzewania lnu. Wówczas
listki żółkły i opadały, a łodygi wraz z
torebkami nasiennymi nabierały brunatnej barwy.
Dojrzały len wyrywany był razem z korzeniami i
wiązany w małe snopeczki o średnicy 5 - 7 cm.
[...] Snopeczki ustawiano w podłużne kopki i
pozostawiano na kilka dni do wyschnięcia.
Omłotu dokonywano w zagrodzie na klepisku
stodoły lub innym pomieszczeniu zadaszonym o
utwardzonej podłodze. Narzędzia omłotowe to
drewniana solidna ława i drewniana kijanka
służąca również do prania. W czasie omłotu
snopeczków nie rozwiązywano. Uzyskane w
omłocie siemię oczyszczano z plew i
przechowywano w workach przeznaczone do siewu w
przyszłym roku lub do tłoczenia oleju w
Adwencie lub Wielkim Poście. Wymłócone
snopeczki wiązano w spore wiązki o średnicy
około 0,5 m powrósłami z żytniej słomy. Tak
przygotowane wiązki lniane poddawane były
moczeniu. Moczenia dokonywano w stawie lub w
rzece Drzewiczce. Pobliskie strumienie -
Brzuśnia i Ciecierz nie nadawały się do tego
zabiegu. Wybierano partie wody o głębokości 60
- 80 cm o dnie piaszczystym lub żwirowym, a
ostatecznie o niewielkim zamuleniu. W wybranym
miejscu wbijano w dno długie sosnowe kołki
wystające ponad lustro wody. Miedzy te kołki
układano snopki lnianej słomy i przyciskano
kamieniami, żeby były całe zanurzone. Słoma
przebywała w wodzie przez 3 - 4 tygodnie.
Moczenie miało na celu zmniejszenie przylegania
włókna otaczającego zdrewniałą część
łodygi. Moczenie było kończone, kiedy
źdźbło po złamaniu uwidaczniało odstawanie
włókna. Wówczas wiązki rozwiązywano, a
pojedyncze snopeczki dokładnie płukano w wodzie
przy stanowisku, w którym się moczyły. Tak
wymoczona lniana słoma była dokładnie
wysuszona w przewiewnym nasłonecznionym miejscu
i powiązana w spore wiązki, a potem
przechowywana pod zadaszeniem aż do
października. Zabieg moczenia zastępowany był
tzw. roszeniem. Polegał ona na rozkładaniu
słomy lnianej cienką warstwą na łące lub
ściernisku. Roszenie było operacją niewygodną
i długotrwałą, toteż nieczęsto je stosowano.
Włókno otrzymywane z roszonej słomy było
mocniejsze. Moczona lub roszona słoma, wysuszona
i powiązana w spore wiązki, przechowywana
musiała być w przewiewnym miejscu, aby nie
uległa zbutwieniu. [...]
W październiku, którego nazwa pochodzi
prawdopodobnie od lnianych paździerzy, zaczynano
zasadniczą obróbkę słomy lnianej. [...]
Pierwszym zabiegiem zmierzającym do otrzymania
włókna było międlenie. [...] Polegało ono na
drobnym łamaniu słomy celem oddzielenia
twardego zdrewniałego rdzenia łodygi od
włókna zalegającego na zewnętrznej
powierzchni łodygi. [...] Do wykonywania
czynności międlenia używano specjalnych
narzędzi zwanych międlicami. [...] Następna
operacja to tzw. czesanie, mające na celu
segregację włókna na trzy frakcje. Pierwsza
frakcja - najcenniejsza, to włókna cienkie,
pozostające w garści po zakończeniu czesania,
najdłuższe i najcieńsze pasemka. Druga frakcja
to włókno zgrzebne, krótsze od cienkiego,
które pozostawało na zębach czesaka. [...]
Ostatnią frakcją były pakuły. Krótkie,
zmierzwione i różnej grubości włókienka
nienadające się do przędzenia. [...]
Potem następowała wyspecjalizowana i
najbardziej perfekcyjna obróbka - przędzenie.
[...]
Przędzenie odbywało się ręcznie przy pomocy
wrzeciona. [...] Napełnione wrzeciono odkładano
do pasmowania. Pasmowanie to operacja polegająca
na przewinięciu przędzy z wrzeciona na motki.
Do tego celu używało się prostego drewnianego
narzędzia zwanego motowidłem. [...]
Kiedy zima była w pełni i nastąpiły mrozy,
rozpoczynano uszlachetnianie przędzy lnianej.
[...]
Jeszcze tej samej lub następnej zimy wykonywano
tkanie płótna. Urządzeniem do tej czynności
był warsztat tkacki, czyli krosno. [...] Tak
powstawało płótno lniane - cienkie i zgrzebne.
Ze zgrzebnego wykonywano worki, ubrania robocze
męskie i kobiece, derki, płachty gospodarcze,
parawany do rozdzielania izby mieszkalnej,
zasłony itd."
Leszek Pierściński "Len -
roślina włókno- i olejodajna", "Wieści znad
Drzewiczki" nr
1/65/2008 r.
"Na przełomie marca i kwietnia
ubiegłego roku relacjonowaliśmy dla
czytelników TOP przebieg początków programu
przywracania tradycyjnego bartnictwa w lasach
Puszczy Pilickiej [...]
Obok nadpilickiech lasów kucie barci odbywało
się także w Puszczy Świętokrzyskiej w
Nadleśnictwie Staporków oraz w gminie Mniów.
Najważniejszym punktem i gwoździem programu
była obecność dwóch bartników z rosyjskiej
Republiki Baszkirii położonej na południowym
Uralu. [...]
[...] dwóch najlepszych bartników z parku
narodowego Szulgan-Tasz pracowicie przekazywało
tajniki bartnictwa polskim pszczelarzom. Pierwsze
barcie zostały wykonane w okolicach Spały i
Konewki. Kolejne w rezerwacie
>Żądłowice<, już częściowo wspólnymi
siłami polsko-baszkirskimi. Barcie z Żądłowic
były dziane (tak nazywa się fachowo proces ich
tworzenia) w formie egzaminu, jaki baszkirscy
mistrzowie przeprowadzili swoim polskim uczniom.
Na zakończenie został wyryty pierwszy w Polsce
od 100 lat oryginalny znak bartny, będący
komunikatem o przynależności danej barci.
Łącznie w Puszczy Pilickiej wykonano 10 barci,
a kilka następnych jest właśnie dzianych w
lasach Puszczy Świętokrzyskiej. [...]
Dzikie i naturalne ule zakładane mogą być
jedynie w starych i dojrzałych drzewostanach,
umożliwiających wykucie obszernej barci. [...]
zachowanie dużych drzew dla pszczół umożliwia
ochronę dojrzałych ekosystemów leśnych. Nie
bez znaczenia są tutaj także walory zdrowotne i
smakowe miodu pochodzącego od takich pszczół.
[...]
Jak dobrze pszczoły czują się w nadpilickich
lasach, pokazują pierwsze już efekty prac
polsko-baszkirskich bartników. Okazuje się, że
zagospodarowanie nowych domów dla pszczół ma
miejsce już w pięciu barciach. [...]
W połowie września w uralskie lasy wyruszyli
pracownicy Nadleśnictwa Spała, Spalskiego Parku
Krajobrazowego, bartnicy-uczniowie oraz
wolontariusze i pracownic MŚTO oraz WWF -
Polska. Głównym zadaniem było zdobycie
dalszych umiejętności związanych z obsługą
barci, przede wszystkim zaś przypatrywanie się
miodobraniu, technikom zabezpieczania barci na
zimę itp."
Jacek Tabor "Udany powrót
bartnictwa", "TOP
- Tygodnik Opoczyński" nr 10 z 7 marca 2008 r.
*
"Tu stacja Skansen, proszę wsiadać,
drzwi zamykać! Już wkrótce takim komunikatem
można będzie odprawiać wyimaginowane pociągi
pasażerskie, odjeżdżające na niby ze Skansenu
Rzeki Pilicy. Odpowiednim tłem do tego będzie
niedawno odbudowana 112-letnia poczekalnia
kolejowa, przeniesiona tutaj z przystanku
>Czarnocin< (dawna nazwa
>Wolbórka<). [...]
Oczywiście, nie mogło zabraknąć
przebiegającego przed nią toru kolejowego.
Liczący prawie 30 metrów odcinek toru z
prawdziwymi szynami i drewnianymi podkładami
został podarowany skansenowi przez piotrkowski
Rejon Administrowania i Utrzymania Nieruchomości
PKP SA. [...]
Zmontowany na powrót tor został już położony
przed skansenową stacyjką. [...]
Na tym jednak nie koniec przywracania w skansenie
klimatu dawnych kolei. [...] Całość
>zagra< podczas dorocznej majówki
historycznej, która odbędzie się w skansenie
podczas długiego, majowego weekendu. Zabytkowa
stacyjka wraz ze swoim oryginalnym otoczeniem
stworzy znakomite tło do widowiska pt.
>Wyjazd do nadpilickiego kurortu<,
zaplanowanego przez skansen na piątkowe
popołudnie 2 maja."
K.A. "Tu stacja
Skansen...", "Tomaszowski
Informator Tygodniowy" nr
10 z 7 marca 2008 r.
*
"W Dołach Brzeskich,
wysypisku, gdzie zrzucamy kilkadziesiąt tysięcy
ton odpadów rocznie, nie ma już miejsca. [...]
Gdzie w takim razie piotrkowianie będą
wyrzucać swoje odpady i czy zmiana lokalizacji
wysypiska nie odbije się na ich kieszeni? [...]
Pamiętać musimy, tzn. pamiętać musi gmina
Piotrków, o tym, że po prawie 30 latach
składowania śmieci w Dołach Brzeskich, trzeba
po sobie posprzątać. Po zakończeniu
eksploatacji gmina będzie musiała zająć się
rekultywacją wysypiska. [...]
Zgodnie z przepisami, rekultywacja powinna trwać
do 30 lat, więc po zamknięciu składowiska i
przykryciu śmieci 20-30- centymetrową warstwą,
trzeba będzie obserwować wysypisko. Gmina ma
również obowiązek monitorowania wód
podziemnych na tym terenie [...] - mówi Michał
Rżanek [wiceprezes MZGK].
Gdzie podzieją się nasze śmieci?
[...] Jak informuje wiceprezes MZGK, gmina
Piotrków, jak dotąd, nie podpisała umowy z
żadnym dysponentem składowiska odpadów. -
[...] Trudno powiedzieć, co będzie dalej.
Podejrzewam, że firmy odbierające śmieci od
mieszkańców, będą je wywozić w inne miejsce
[...] - mówi Michał Rżanek. [...]
Od nowego roku wzrosły opłaty za wywóz
śmieci. Podwyżka weszła w życie głównie za
sprawą rozporządzenia dotyczącego wzrostu tzw.
opłaty marszałkowskiej z 15,71 zł do 75 zł za
tonę odpadów złożonych na składowisku. [...]
Wzrost cen ma zmobilizować nas do segregowania
odpadów. Czy wyczerpanie możliwości wysypiska
w gminie Grabica oznacza dla nas kolejną
podwyżkę za wywóz śmieci? - Mam nadzieję,
że konkurencja między firmami wywożącymi
odpady spowoduje, że ceny nie wzrosną w
znacznym stopniu [...] - twierdzi wiceprezes
MZGK.
[...] od dawna wiadomo, że w kwestii
gospodarowania odpadami brakuje perspektywicznego
myślenia. - W tej sprawie konieczne jest
porozumienie międzygminne, współpraca. Za
chwilę skończą się możliwości innych
wysypisk w okolicznych gminach. Nowe składowiska
muszą być urządzane w oparciu o zaostrzone
normy ochrony środowiska, a tym samym znacznie
kosztowniejsze niż obecnie. Racjonalność
działania wskazuje na połączenie sił gmin
rejonu piotrkowskiego przy rozwiązywaniu
problemu składowania odpadów - sugeruje Michał
Rżanek."
Aleksandra
Stańczyk "Zamykają wysypisko i...", "Tydzień
Trybunalski" nr 10 z 6
marca 2008 r.
*
"We wtorek, 26 lutego, uczniowie ZSP nr 1
należący do Koła Miłośników Książki wraz
z jego opiekunką Marzeną Warczyńską
odwiedzili czytelnię Powiatowej i Miejskiej
Biblioteki Publicznej.
Uczestniczyli w lekcji bibliotecznej
poświęconej opoczyńskim czasopismom
regionalnym [...]
Dzięki zbiorom muzealnym młodzież miała
również okazję obejrzenia prasy regionalnej
przedwojennej oraz aktualnie ukazującej
się."
"Poznali
czasopisma regionalne", "TOP - Tygodnik
Opoczyński" nr 9 z 29
lutego 2008 r.
*
"Joanna Kacperczyk: - Jakie korzyści
odniesie Wolbórz z tego, że stanie się
miastem?
Henryk Sęk [wójt gminy Wolbórz]: - Przede
wszystkim wzrośnie prestiż miejscowości, a
dzięki całej tej procedurze mamy też szansę
na doskonałą promocję naszej miejscowości.
[...] Pochodną tego będzie następna, bardziej
już wymierna korzyść, czyli niewątpliwie
większe zainteresowanie inwestorów, którzy
niekoniecznie dążą do dużych miast. [...]
- [...] jednym z warunków nadania statusu miasta
jest miejski charakter danej gminy...
- To nie jest nasz najmocniejszy punkt i liczymy
się z tym, że komisja może mieć tutaj pewne
uwagi, jeśli chodzi o procent terenów rolnych w
stosunku do pozostałych. [...]
- Wśród pozostałych warunków do spełnienia
jest m.in. odpowiedni poziom infrastruktury,
obecność takich instytucji jak poczta, bank,
ośrodek zdrowia, kościół, ale także
wszystkie media - czyli również kanalizacja...
- W tej chwili praktycznie każde z tych wymagań
już spełniamy. [...]
- [...] Wolbórz przez większą część swego
ponad 900-letniego istnienia był miastem...
- W 1273 r. książę sieradzki, Leszek Czarny,
nadał Wolborzowi prawa miejskie, którymi
mieszkańcy cieszyli się aż do 1870, a więc
przez ponad 600 lat. Te prawa odebrały nam
władze carskie za udział w powstaniu
styczniowym. [...]
- [...] kiedy Wolbórz ma stać się na powrót
miastem?
- 1 stycznia 2010.
- Dlaczego akurat 2010?
- Ma to związek z uroczystościami, które się
wówczas u nas odbędą, tzn. 600-lecie wymarszu
pod Grunwald. Dokładnie stąd 26 czerwca 1410
wojska polskie wyruszyły na jedną z
najsłynniejszych bitew z Krzyżakami."
"Miasto Wolbórz?", "Ziemia
Piotrkowska" nr 9 z 29
lutego 2008 r.
*
"[...] wyruszyliśmy w końcu września z
grupą pasjonatów bartnictwa do Baszkirii na
miodobranie jedynego na świecie miodu
pozyskiwanego od dzikich pszczół. [...]
Wyjazd był elementem >Programu przywracania w
Polsce dawnego bartnictwa< realizowanego przez
Mazowiecko-Świętokrzyskie Towarzystwo
Ornitologiczne i WWF - Polska [...] ze znacznym
udziałem finansowym Globalnego Funduszu
Środowiska ONZ. To w jego ramach wczesną
wiosną gościliśmy w lasach Puszczy Pilickiej
dwóch bartników z południowego Uralu [...] To
wówczas wykutych zostało 8 pierwszych barci w
Polsce po kilkudziesięciu latach. Działo się
to w lasach Spalskich i Koneckich, oczywiście z
udziałem i pod okiem naszych mistrzów z
Baszkirii - Raisa Galina i Ahtiama Isanamanowa.
Aby nauka nie poszła w lasach i program mógł
się dalej rozwijać, potrzebny był wyjazd do
naszych nauczycieli na miodobranie. [...]
Wspaniały miód wybierany jest z barci i kłód
umieszczonych głównie na sosnach. Drzewa te nie
są tak wysokie jak u nas, gdyż nie rosną w
sztucznym zwarciu. Jednak są równie grube co
nasze spalskie olbrzymy. Z dużym zaangażowaniem
i pasją, wspólnie dokonywaliśmy wybierań
miodu, dokładnie stosując się do baszkirskiej
techniki poruszania się po drzewie, a także
pracy przy pszczołach. [...]
Niestety tegoroczna susza dotknęła także i
południowy Ural i w wielu barciach i kłodach
miodu nie było pod dostatkiem. Problemem także
i tam jest waroza, jednak jak wynika z badań
prowadzonych przez Kosariewa - dyrektora parku,
pszczoły w barciach są o 30-40% bardziej
odporne na tego pasożyta od pszczół w ulach.
Wiąże się to m.in. z inną wilgotnością,
temperaturą panującą w barciach. Wyniki tych
badań planujemy, wspólnie z WWF - Polska i
Rosja, przedstawić w przyszłym roku na
międzynarodowej konferencji bartnej w Spale.
[...]
Pełni wrażeń, bogatsi w nowe umiejętności
wróciliśmy w nasze, także piękne, Lasy
Spalskie, aby dalej rozwijać program
przywracania bartnictwa w Polsce. Będzie
pomagać nam w tym propagacyjny i edukacyjny film
nakręcony przez WWF, a którego emisja już
niebawem odbędzie się w TVP."
Jacek Tabor "Baszkiria -
kraina miodem płynąca", "TOP - Tygodnik
Opoczyński" nr 2 z 11
stycznia 2008 r.
*
"Staraniem Wydziału Informacji
Turystycznej i Promocji Starostwa przy
współudziale Urzędu Miasta, urzędów gmin
oraz Skansenu Rzeki Pilicy wydano w końcówce
minionego roku mapę turystyczno-administracyjną
>Zalew Sulejowski, Spała, Tomaszów nad
Pilicą<.[...] Oznaczono rezerwaty przyrody,
parki krajobrazowe, szlaki turystyczne.
Wymieniono ośrodki wypoczynkowe, hotele, bazy
turystyczne, gospodarstwa agroturystyczne,
restauracje. [...]
Uważam tę mapę za najlepszą z dotychczas
wydanych..."
JaPa "Nareszcie dobra
mapa", "Tomaszowski
Informator Tygodniowy" nr
2 z 11 stycznia 2008 r.
*
"Od kilku lat nasze kasztanowce są
atakowane przez szrotówka kasztanowcowiaczka.
Jedną z metod ochrony drzew przed tym
szkodnikiem jest zbieranie i niszczenie liści,
na których żerują jego larwy. Odbywa się to
jesienią, gdy drzewa zrzucą już liście. Brak
działania skazuje kasztanowce na powolne
obumieranie.
W tym roku na apel Urzędu Miasta o pomoc przy
zbieraniu liści odpowiedziało 11 podmiotów i
dwie osoby prywatne. [...] Łącznie udało się
zebrać 183 worki liści ( w 2006 r. było ich
145).
[...] Akcję ratowania drzew prowadzi Wydział
Inżyniera Miasta przy udziale Zakładu
Urządzania i Konserwacji Zieleni oraz firmy Sulo
Polska."
imejly "Ratowali
kasztanowce", "Tomaszowski
Informator Tygodniowy" nr
1 z 4 stycznia 2008 r.
*
"Najnowsza powieść Rafała Orlewskiego
- "Sute Mosty" - nawiązuje do
przeszłości Witowa i Kłudzic - miejscowości
leżących w gminie Sulejów. Dzieje
mieszkańców miejscowości Sute Mosty są dla
autora punktem wyjścia do przyjrzenia się
obyczajowości i codziennemu życiu mieszkańców
XIX - wiecznej wioski leżącej w naszym
powiecie. O jej istnieniu autor dowiedział się
przypadkiem, ale po sprawdzeniu zdobytych
wiadomości okazało się, że zaczyna ją
widzieć oczami wyobraźni. Powstała opowieść,
którą czyta się z niemałym zainteresowaniem.
Nie tylko będąc mieszkańcem Witowa czy
Kłudzic...
Z pisarzem, Rafałem Orlewskim na temat jego
najnowszej powieści "Sute mosty"
rozmawia Anna Warych.
A. W.: - W jakim stopniu Pana powieść
odzwierciedla dzieje miejscowości gminy Sulejów
- Witowa i Kłudzic?
Rafał Orlewski: - To nie są dzieje tego
miejsca. Nie zamierzałem pisać powieści
historycznej, lecz obyczajową. Są w niej tylko
echa powstania styczniowego. Książka jest
beletrystyczną próbą ukazania jednej z
XIX-wiecznych wiosek i życia jej mieszkańców w
zaborze rosyjskim. Starałem się pokazać przede
wszystkim codzienność, walkę o przetrwanie,
nadzieje i troski, dramaty rodzinne, słowem -
trudną dziś do zrozumienia sytuację życiową.
Zawsze mnie interesował człowiek, jego
przeżycia i wpływ, jaki wywiera na niego
otoczenie. A o tym, że kiedyś istniała wieś o
nazwie Sute Mosty, dowiedziałem się
przypadkiem. Spenetrowałem, co się dało,
sprawdziłem i... powoli zacząłem
"widzieć" w głowie tę wieś.
Wcześniej znałem tylko jednego człowieka z tej
wsi, z Kłudzic - poetę Hieronima Szczura. [...]
- Czego nowego o swych wsiach mogą się
dowiedzieć z powieści ich mieszkańcy?
- Tego, co jest w książce, czyli jak żyli ich
przodkowie przed z górą stu laty. Bardziej
wnikliwi dopatrzą się więcej, np. podobieństw
i różnic w problemach, zachowaniach,
mentalności dawnych ziomków i własnych.
Dostrzegą także zmiany w otoczeniu i okolicy.
[...]
- Jakie byłyby - a może będą - dalsze losy
jednej z głównych bohaterek, Klary?
- One są skrótowo opowiedziane już w tej
książce. [...] wszystkie postacie powieści
oraz cała jej treść to wyobraźnia autora,
jego znajomość realiów dawnej wsi i tzw.
wiejskości. I choć niektóre nazwiska
bohaterów książki można znaleźć wśród
dzisiejszych mieszkańców Piotrkowa i okolic, to
ta zbieżność jest przypadkowa. Życie Klary i
innych postaci książki można by opisać w
następnej powieści. Jednak sagi nie napiszę.
"Sute Mosty" są utworem zamkniętym,
otwieranym tylko do czytania. [...] Marzy mi się
tylko, by po tę powieść sięgnęli ci,
których antenatów i te miejsca opisałem.
Przecież nie o każdej wsi napisano
powieść..."
Anna Warych "Nie o każdej
wsi napisano powieść...", "Tydzień
Trybunalski" nr 1 z 3
stycznia 2008 r.
|